Boczi

Myśli nieuczesane

Zaglądanie blogerkom w majtki

Ostatnio modne stało się zaglądanie blogerom w majtki. Znaczy w PITy czy portfele. Wszystko zaczęło się od artykułu-prowokacji na blogu Polacy-Rodacy, którzy chcąc zabłysnąć zrobili przegląd ofert znanych blogerów i blogerek modowych. Artykuł kiepski i bez sensu – brak przemyśleń własnych, brak jakiegokolwiek obiektywizmu. Brakowało tylko na końcu zachęty do linczu w stylu „Wy juz wiecie, co z nimi zrobić”.

Całość pewnie przeszła by bez echa, gdyby nie Karolina Korwin Piotrowska, która do całości doprawiła swój zjadliwy komentarz, który w jasnych słowach sugerował, że to wielka żenada, że takie miernoty tłuką taką kasiorę a nawet słabi dziennikarze piszą lepiej niż szafiarki. Tyle starczyło. Jad rozlał się po narodzie i nawet skazanie byłego szefa CBA nie wywołało takich emocji.

Ponieważ samozwańczo staram się należeć do grupy blogerów, mam do całej sytuacji nieco inny stosunek. Poza wielostronnymi emocjami jest w całej tej historii kilka rzeczy, które nie dają mi spokoju

  1. Blogi szafiarskie nie są wzorcem pięknej literatury posiadającej walory duchowe i estetyczne. Fakt. Pytanie tylko, kto oczekuje tam poetyckich utworów pisanych dwunastosylabowcem ze średniówką i podwójnymi alegoriami? W szafiarstwie chodzi o szafę, czyli wygląd. Tu chodzi głównie o zdjęcia. Tekst jest jedynie ozdobnikiem. To nie są blogi myśli tylko blogi (a może phlogi) obrazu. Druga sprawa to grupa docelowa (znana jako tardżet). Czy głębia myśli pisanej lub przekazywanej nie wyeliminuje połowy czytelników i czytelniczek? Czyż państwo poważni dziennikarze nie szydzili by jeszcze bardziej z bloga na którym piękne zdjęcia modelek w odważnych kreacjach były by skomentowane pięknym, lirycznym opisem odczuć związanych z niepokojem istnienia i radością harmonijnego balansu między pełnią życia duchowego i doczesnego?
  2. Stawki są wysokie w porównaniu ze średnią krajową. Jak rozumiem, to był cel: zaszokować ilością zer. Każdy w myślach natychmiast mnoży to przez 30 dni w miesiącu i uznaje to za miesięczne przychody takiej miernoty. Bzdura. Ktoś policzył realne koszty i możliwości? Po pierwsze po takiej współpracy trzeba zrobić jakiś okres karencji. Mało kto chce współpracować z kimś, kto codziennie promuje co innego. Jak wiążesz się z jakąś marką, to na pewno nie na godzinę. Tak więc trzeba liczyć, że takich kontraktów zawrzesz max kilka w miesiącu (albo zepsujesz własną markę).
  3. Ktoś popatrzył na koszty działalności? Porównujemy to z zarobkami osobistymi, które mają starczyć na osobiste rzeczy. To porównywanie śliwek z tankowcami. To porównywanie stawek B2B i B2C w jednym garnku. Z tej stawki trzeba opłacić jeszcze trochę rzeczy, które są konieczne do działalności blogera i osoby publicznej. Autorzy zauważyli profesjonalne podejście w przypadku jednego z blogerów, ale nie żachnęli się nawet przez chwilę nad kosztami takiej obsługi. Znaczy co? Domagam się profesjonalnej obsługi i codziennej defilady na moja cześć, ale chcę płacić ceny jak w barze mlecznym na przedmieściach? Serio?
  4. Dlaczego to, że ktoś miałby zarabiać (choć w to wątpię) nawet i pięćdziesięciokrotnie więcej od średniej krajowej miało by być czymś złym? Aż tak tkwi w naszych umysłach powojenne tępienie kułaków, badylarzy i innych, którzy wystają ponad średnią? Czy nie o to chodziło z całą naszą rewolucją gospodarczą ćwierć wieku temu? Miało być tak, żeby nie było limitów dla przedsiębiorczych ludzi. I jest. Co jest złego dobrym zarabianiu? Zamiast wyzywać kogoś od miernot może warto zapytać o to, jak ona/on to robi? Niektórzy nawet o tym książki napisali, ale ko by tam czytał. Na pewno się nie uda. Otóż niektórym się udaje. Zwykle za pomocą ciężkiej pracy! Tą część o ciężkiej pracy oczywiście hejterzy pominęli….
  5. Skąd w ogóle takie pieniądze się biorą? Kto chce tyle płacić? Czemu jedno zdjęcie jest warte tyle, co 12 letni Opel lub półroczne przychody kasjerki w hipermarkecie? Odkąd mamy nadpodaż towarów i rynek konsumenta, sprzedaje się głównie nie jakość tkanin i wykonania, ale wizerunek, emocje, pragnienia. To oznacza, że dla stworzenia lub utrzymania wizerunku warto wydać nawet niezłe pieniądze. W końcu to często oznacza „sprzedawać” lub „nie sprzedawać”.
  6. Jakie alternatywy maja firmy modowe w reklamowaniu? Reklama w telewizji? Reklama drukowana w magazynie z przepisami na sałatkę nicejską? Prasa drukowana to zasięg o rząd wielkości mniejszy. Telewizja to celu o dwa rzędy wielkości większe a lądujesz między reklamami proszku do prania i środków na przeczyszczenie. No i czy jest dla reklamodawców coś lepszego, jak miejsce, do którego ludzie schodzą się po to, żeby oglądać produkty z ich kategorii? Eldorado dla reklamodawców. No więc czemu więc z niego nie korzystać?
  7. Usługa jest warta tyle, ile rynek jest gotów za nią zapłacić. W każdej kategorii produktowej znajdziemy pewnie ze 20 sensownych blogów i tysiące chłamowych. Chłamowe często robią reklamę „za błyszczyk” albo „za smycz”. Sensowne są sensowne dlatego, że nie pokazują się w różnych markach jednego dnia. Nagle się okazuje, że podaż powierzchni reklamowej jest nie taka ogromna a reklamodawców sporo. W pierwszym rozdziale książek do ekonomii mówią, że w takim wypadku cena idzie w górę do granicy możliwości kupców.
  8. Świat blogów jest mocno otwarty. Chcesz prowadzić bloga – startuj. Zgromadź 1000 a może 100000 fanów, który będą chcieli słuchać, co masz do powiedzenia albo pokazania. Wtedy wejdziesz do grupy trendseterów, czyli ludzi za którymi marketingowcy sikają po majtkach po nocach. Spraw, żeby tysiące ludzi interesowało, co masz do powiedzenia. Bądź liderem, mentorem lub kim tam chcesz być. Byle szło za tobą tysiące osób. Było to w Tobie od zawsze? Już na akademiach w szkole? Jest szansa, że tysiące osób będą chciały Cię czytać. Spróbuj! Nie chce Ci się, albo nikt nie chce Cię słuchać? Nie dziw się, że nikt nie będzie chciał zapłacić za to, co mówisz. To nie jest branża dla wszystkich. Części się udaje, części nie. Podobnie jak ze sprzedawcami – jedni po prostu sprzedają bo ludzie ich słuchają a inni ponoszą klęskę. C’est la vie!

Wzbierają we mnie mieszane uczucia. Z jednej strony chciałbym, żeby zarobki były jawne. To naprawdę rozwiązuje wiele problemów i czyści sytuację. Ale… jestem przeciwny publikacji tego typu materiałów z intencją podżegania do hejtu i tanich zagrań pod niskie instynkty.

A dla tych, którzy myślą, że spore pieniądze w branży to coś nowego, sięgamy do klasyki:

18 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*

© 2017 Boczi

Theme by Anders NorenUp ↑

%d bloggers like this: