Boczi

Myśli nieuczesane

Dlaczego maile i fejsbuki są tak uzależniające?

Masz już FOMO? Co robisz, kiedy po wyjściu z domu do pracy orientujesz się, że nie masz telefonu? Czy bzyczący telefon zbudza w tobie odruch natychmiastowego spojrzenia na to, co się wydarzyło? Masz telefon przy łóżku a pierwsze co robisz rano to sprawdzasz nowie powiadomienia? To nie zarzuty, to fakty. Większość z nas tak ma. Co gorsza nie zapowiada się, żeby miało już być inaczej. Nie ulega wątpliwości, że warto jednak kontrolować stopień oddania kontroli naszym elektronicznym przyjaciołom. Tylko aby odzyskać kontrolę, trzeba najpierw zrozumieć mechanizmy, które popychają nas do działania w ten sposób.

Ile razy patrzymy na telefon? Krążą różne badania, mamy różne liczby. 200 interakcji z telefonem dziennie (średnio co 5 minut). Od 2500 do 5000 dotknięć smartfona w ciągu dnia. Jeśli do tego doliczyć liczbę zerknięć na otwartego na komputerze facebooka czy maile, zaczyna się z tego robić obraz głębokiego zakorzenienia tych odruchów w naszą osobowość. Z czego to wynika?

Moim zdaniem przyczyny są dwie

Po pierwsze mamy ciągły dopływ świeżych informacji. Facebook, YouTube, Netflix i wiele innych serwisów nie ma wbudowanego pojęcia końca. Nie można przeczytać całego facebooka, nie można obejrzeć wszystkich filmów. Natomiast zawsze masz podane na tacy informacje o tym, co jeszcze ciekawego możesz zobaczyć, kiedy skończysz już zapoznawać się z aktualną treścią. Zawsze jest więcej. Co więcej, większość z serwisów tego typu jest konstruowana w ten sposób, żeby nie wypuścić klienta ze swoich szponów. Żeby przykuwać jego uwagę jeszcze i jeszcze. W ten sposób uzyskują na wyłączność nasz czas, przejmując nad nim kontrolę (mam nadzieję, że nie ma naiwnych, którzy uważają, że ten czas oddajemy dla naszego dobra). W mailach niby jest lepiej. Teoretycznie można przeczytać wszystkie maile, jednak w praktyce, czy jest ktoś, kto nie ma ciągłego moralniaka związanego z tym, że ma w skrzynce jakieś nieobsłużone wiadomości.

W mojej opinii, sukces przykucia naszej uwagi przez portale o ciągłym dopływie informacji wywodzi się właśnie z naszego wewnętrznego przekonania, że musimy obsłużyć wszystkie przychodzące do nas wiadomości. Zaczęło się od „nieładnie jest nie odpowiadać, jak ktoś do Ciebie mówi”, potem było „czemu nie odbierasz telefonów”, „czemu nie odpowiadasz na smsy”. I tak poszło. Teraz świadomość, że możemy zostać ocenieni również z perspektywy procentu przeczytanych wiadomości, zmienia nas w zombie-przeglądaczy strumienia banałów.

Drugim ważnym czynnikiem naszego ciągłego sprawdzania wiadomości jest hazard. Tak, nasze wiadomości są dla nas swoistym jednorękim bandytą. Czemu? Ile dostajecie wiadomości, które są dla Was naprawdę nagrodą, przyjemnością, dobrą emocją? Jedna wiadomość na sto zobaczonych? Czy dla jednego procenta skuteczności warto oddać dwie godziny dziennie swojego życia? Racjonalnie można powiedzieć, że nie. Ale nie tak działają nasze instynkty.

Eksperyment. Dwie grupy szczurów. Czerwony przycisk. W jednej grupie za każdym naciśnięciem szczury dostawały smakołyk (czy inną gratyfikację). W drugiej grupie smakołyk pojawiał się losowo co jakiś czas. Skutek był taki, że grupa z losowo przychodzącą gratyfikacją zaczynała się skupiać na graniu w tą grę a nie na pozyskaniu smakołyku (nie poprzestawały na pozyskaniu standardowej ilości smakołyku). Tak, jakby ekscytacja związana z tym, czy przyjdzie nagroda zaczęła się robić celem całej zabawy. Jakby to było ważniejsze od skutku, czyli smakołyków.

Tak więc wpuściliśmy się w kanał, który nagradza nas głównie niepewnością i podnieceniem, że może przyjdzie coś ekscytującego. Tak rodzi się FOMO, czyli lęk przed tym, że coś niemożebnie fascynującego nas ominie. Tego się już raczej nie pozbędziemy. Napływ informacji będzie coraz szerszy. Musimy jednak nauczyć siebie i nasze dzieci radzenia sobie z tą sferą. Niestety nie ma sprawdzonych wzorców, więc musimy eksperymentować.

Jak sobie poradzić?

  • Sprawdźmy, co się stanie, jeśli wiadomości sprawdzimy raz, dwa razy dziennie. Można zrobić sobie do tego
  • Wywalmy listy mailingowe. Zaprzyjaźniamy się z opcję unsubscribe/wypisz  albo przynajmniej uczymy się, jak wrzucić wszystkie mailingi do oddzielnego folderu
  • Wyłączamy powiadomienia o wiadomościach z telefonu i innych urządzeń. Tak, żebyśmy nie mieli dodatkowych zachęt do złamania się.
  • Ustawiamy wysoki priorytet na maile od ważnych i wartościowych dla nas osób. Oczywiście te wiadomości czytamy najpierw (a może jedynie te?)
  • Okna sprawdzania wiadomości. To uspokaja nasze poddenerwowanie: „Spokojnie, nic nie ucieknie, dzisiaj o 15:00 sprawdzę, co to i zareaguję”
  • Mechanizm szybkiej odpowiedzi „dziękuję za maila, zajmę się nim jutro po południu” i zaplanowanie działania (kalendarz) na konkretny dzień

Pamiętam, jak kiedyś widziałem poradniki „jak okiełznać telefon”, które proponowały oduczenie się odruchu odbierania dzwoniącego telefonu w ciągu mikrosekundy od zarejestrowania dzwonka. Teraz czas na kolejne umiejętności

A Wy jakie metody stosujecie, żeby odzyskać trochę kontroli nad swoim czasem?

2 Komentarze

  1. Jestem pod wrażeniem naukowego podejścia do tematu, mój drogi! W mojej branży jak jest coś o szczurach – znaczy : naukowe!!! 🙂 🙂 🙂 a poważnie- to wszystko oczywiście „nie jest takie proste” i oczywiście ” zależy” od wielu czynników. Ale generalnie Twoje tezy są mega słuszne a rozpowszechnianie problemu wśród gawiedzi – mega cenne! Trzeba w odpowiednim momencie przyuważyć, że coś jest już „za bardzo” – nie tylko z telefonem. (Nawet nie masz pojęcia, jakie czynności i jakie sprawy mogą być dla ludzi „za bardzo”…. )

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

*

© 2017 Boczi

Theme by Anders NorenUp ↑

%d bloggers like this: